Maszynownia.

Page 3 of 3 Previous  1, 2, 3

View previous topic View next topic Go down

Re: Maszynownia.

Post  Martin on 2012-08-04, 17:08

MG POWAH O:<
Jeden z dwóch mężczyzn od razu zareagował na krzyk Irisviel, drugiego niezbyt interesowało to dopóki nie ujrzał czerwonowłosej pani mechanik. Wyższy od razu odpowiedział.
- No... przecież w mieście jednej nocy zabito 100 ludzi. Jedna ofiara ataku przeżyła, mówiła że chciała ją zabić lalka! - Wtem wtrącił się gruby rudzielec.
- Policja nie odkryła za wiele. Jest list gończy za tego kto to wszystko zrobił i ten... po wszystkie informacje należy się zgłosić na komendzie. Podobno tego kto znajdzie zbrodniarza czeka wielka nagroda. - I obaj odeszli, w końcu i tak powiedzieli wszystko co mogli, prawda?
avatar
Martin
Wieprzokret od reklamy

Liczba postów : 57
Join date : 2012-07-12

View user profile

Back to top Go down

Re: Maszynownia.

Post  Doicheall on 2012-08-04, 17:33

Racja, ale żeby ktoś stał się bliskim, trzeba się otworzyć. Koło się zamyka. Poza tym wciąż uważałem, że ktokolwiek nie byłby przy mnie bezpieczny. Jeszcze nie było na mnie zamachów za morderstwa, ale kto wie... A jakbym miał bliskich to byliby w niebezpieczeństwie i takie tam, stara filmowa śpiewka. No ale taka prawda. Mnie Byłoby trudno pojmać, mam niespokojny sen i śpię z pistoletem pod poduszką.
W odpowiedzi wziąłem więc tylko łyk whiskey. Po namyśle opróżniłem szklankę. Wylądowała gdzieś w kącie kokpitu.
Cóż, Francesca zginęła przez moją głupotę, nie zawód... Może Iris ma w sumie rację? Mnie nawet nikt nie obserwował, wiedziałbym. Więc nikt nie ma mnie na celowniku. Więc gdybym miał kogoś bliskiego, to chyba nic by mu się nie stało... Właśnie, chyba.
-Tylko czy naprawdę istnieje coś takiego jak zło? -spytałem. -Przecież ludzie z PEPLu uważają, że postępują słusznie. Nie ma czegoś takiego jak dobro czy zło. Jest tylko to, co przyjęte społecznie i to, co odrzucone. Czy bezdomne dziecko kradnące chleb jest złe? Nie, jest tylko głodne. Ale i tak trafi do aresztu albo i poprawczaka. Wszystko zależy osobistego podziału wartości. -tylko organizacje takie jak państwo ma w dupie Twoje zdanie i Twój podział wartości, jak coś jest złe według państwa, to takie jest i koniec kropka.
-Jeżeli już ktoś tu nie jest godzien, to ja. Poza tym myślę, że tylko Ci się wydaje, że tego chcesz. -Iris naprawdę mało wiedziała o mojej przeszłości oraz o tym, jak teraz żyję. Wie, że byłem w mafii, ale nie wie, jakie potworne rzeczy się w tedy wyprawiało. Wie, że Francesca nie żyje, ale nie, że to ja wpakowałem nas w drzewo i że byłem wtedy pijany. Wie, że chodzę do baru, ale nie wie, że ten bar to obskurna speluna pełna dziwek, agresji i przelanej krwi. Nawet nie wie, że jestem zabójcą na zlecenie.
-Przecież mamy radio... -rzuciłbym ostatnie słowa na dobranoc. Wiem, że to nie to samo, ale żegnanie się przed lotem byłoby chyba dla niej zbyt przygnębiające. No i mogłoby mnie korcić, żeby nie wracać... Coś jednak w Iris było, co mnie tutaj trzymało. Chyba...
-Co? -spytałem, ale odpowiedzi nie usłyszałem. Za to zainteresowało mnie, co mówili tamci dwaj. 100 zabitych? Przez lalkę? Pewnie robot... Może konkurencja? To raczej nie było dyskretne zabójstwo, ale może tak miało być? Stu zabitych, trudniej ogarnąć cel. No i wygląda to na działanie seryjnego mordercy albo psychola, a nie zawodowego zabójcy, będą szukać po innych podejrzanych. Sprytne.
avatar
Doicheall
Pionier

Liczba postów : 25
Join date : 2012-07-30

View user profile

Back to top Go down

Re: Maszynownia.

Post  Administrator on 2012-08-04, 18:06

Iris zdawała sobie sprawę z tego, że Jackie tak łatwo się przed nikim nie otworzy. Nie miała pojęcia czemu tak było, miała jednak wielką nadzieję, że może któregoś dnia pozwoli jej poznać siebie lepiej. Nie wiedziała o nim za wiele. Owszem, nie znała jego mrocznej strony, jednak cały czas chciała wiedzieć wszystko. Spodziewała się, że jego przeszłość nie może być usłana różami, fluffem i pluszakami. Gdyby tak było, Jackie nie miałby oporów przed powiedzeniem czegoś więcej o sobie. No i przede wszystkim, Iris wiedziała, że jej szef był w mafii. Mogła nawet podejrzewać, że takie życie odcisnęło na nim piętno i, być może, nawet dzisiaj zdarza mu się robić wiele rzeczy, których ona nie pochwalała. To nie miało jednak znaczenia, bo Jack był tym, kim był. Dla niej zawsze będzie wzorem dobra, bo przecież prawdziwy skurwiel nie utworzyłby czegoś takiego jak Organizacja Ratownicza Armii Ludzkości. Nie, to nie możliwe, żeby Jack był zły. Miał swoje mroczne sekrety, które swoja drogą bardzo chciała poznać, jednak nie miała wątpliwości: Jackie był dobrą postacią w tej "bajce" nazywanej rzeczywistością. I nadal uważała, że Jack po prostu chowa się za ścianą tego, iż mógłby okazać się, nie bezpośrednio oczywiście, niebezpieczny dla bliskiej osoby. Dla niej on po prostu bał się do kogoś zbliżyć, a tym się po prostu usprawiedliwiał. Nie miała jednak wystarczająco dużo odwagi, by mu powiedzieć w twarz to, co o tym myślała. Tak po prostu.
- Nie. - Zaśmiała się. - Nic nie jest na tym świecie tylko czarne i tylko białe. Wszystko to odcienie szarości. Jedni jednak widzą wszystkie szarości jako coś bardziej czarnego, inny... białego. Ja staram się w każdym dostrzec dobro Jack. - Powiedziała patrząc w sufit. Zacisnęła dłoń na jego ramieniu, starając się nie przechylić za bardzo do tyłu. - Jesteś tego idealnym przykładem. Inni mogliby w tobie widzieć tylko byłego mafiozę. Ja widzę człowieka, który mimo drogi jaką obrał jest dobry. - Powiedziała uśmiechając się jeszcze raz. Tym razem dużo bardziej... uroczo. Tak po prostu. Jak mała dziewczynka, chcąca zauroczyć wszystkich wokół.
- Co do PEPLu. Nie zgodzę się z tobą. Tam jedyne osoby, które sądzą, że sprowadzają dobro to najniżsi stopniem, nie znający wszystkich szczegółów. Wszyscy, którzy wiedzą choć odrobinę więcej niż podstawowe informacje przekazywane społeczeństwu bardzo dobrze zdają sobie sprawę z tego, ile zła wyrządzają. - Powiedziała cicho, wtulając twarz w jego ramię. Ona bardzo dobrze wiedziała, co tam się działo. Dawniej należała do PEPLu i tylko dzięki temu wie, jak tam jest naprawdę. Tylko to pozwoliło jej się określić i stwierdzić, po której ze stron stoi. Chociaż nie do końca. Tak naprawdę stworzyła dodatkową, trzecia stronę konfliktu, której dewizą jest "Pomagać, nie ważne komu.".
- Ja rozumiem, że trzeba bronić ludzkość przed wynaturzeniami. Przed ANALem. Ale wiesz Jackie, wśród tej rasy jest także dużo cywili. Czy chociażby zwierzoludzie, których PEPL chce się pozbyć. Nie podoba mi się to. I tyle. - Mruknęła. Nie lubiła wspominać czasów, w których należała do PEPLu, a teraz mimowolnie wszystko zaczęło jej się przypominać. I twarz ojca. Ojca, który ufał rządowi, a ten wcale na to nie zasługiwał. Iris nawet nie chciała wspominać matki, która wyszła ponownie za mąż, za jednego z żołnierzy. Nie mogła tego zrozumieć. Taka już była.
- Ty? Niegodny? - Zaśmiała się. Tak, dla niej to wydało się dziwne. - Niby czemu tak sądzisz Jack? I nawet nie wiesz jak bardzo tego pragnę. - Ostatnie zdanie wypowiedziała bardzo cicho, jakby od razu wstydząc się za to, że to mówi. Irisviel była osobą, która potrafiła zrozumieć naprawdę dużo. Wiedziała, że Jackie dużo pije. Czasem po marudziła, owszem. Jednak dobrze wiedziała, że on w ten sposób po prostu odreagowuje. Może racja, że lepiej żeby nie wiedziała o lokalach, w których pijał, ale to nie ze względu na to, że by nie zrozumiała... Byłaby po prostu zazdrosna i tyle.
Po komentarzu o radiu poczuła jak wzbudziła się w niej złość. Bez ceregieli trzepnęła go w twarz, patrząc na niego wściekłym wzrokiem, za którym kryły się łzy.
- Nawet się nie w-... - Urwała, bo nie wiedziała co na to powiedzieć. Złość w niej powoli malała, ale łzy z oczu nie chciały zniknąć. Była jego mechanikiem, to oczywiste, że byłaby pierwszą osobą, która usłyszałaby jego przekaz. Ale mimo to, nie mogła znieść myśli, że mieliby pożegnać się na zawsze przez pieprzone radio mecha, które w dodatku lubiło szwankować. Odwróciła twarz od niego, by nie widział jak wyciera łzy w rękę, choć zapewne i tak co nieco zobaczył.
Już miała mu odpowiedzieć, jakiej obietnicy od niego żąda, gdy zainteresowała ją ta historia. Spojrzała kątem oka na Jackiego i wstała. Nie był to chyba najlepszy pomysł, bo teraz miała swoje piersi prawie przy jego twarzy, ale w sumie nawet nie zwróciła na to uwagi.
- Chyba trzeba to sprawdzić Jack. - Mruknęła cicho przetwarzając dane i szykując się do wyskoczenia z mecha. Co prawda była zmęczona. Nie spała ponad dwadzieścia cztery godziny, ale... Nie mogła powstrzymać ciekawości i chęci powstrzymania tego czegoś, co atakowało mieszkańców. Lalka? To przecież nie możliwe! To na pewno całkiem niezły robot, a jeżeli tak... To ona była wręcz idealna do takiej misji.
- Idziesz ze mną, czy będziesz się odgradzał od ludzi dalej w tym swoim mechu? - Uśmiechnęła się tak, jakby całkowicie zapomniała już o sprawie z radiem, która tak ją wzburzyła. No i o obietnicy też. Prawda jednak była taka, że nie zapomniała i na pewno kiedyś do niej powróci...

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
[You must be registered and logged in to see this link.]||[You must be registered and logged in to see this link.]||[You must be registered and logged in to see this link.]||[You must be registered and logged in to see this link.]
avatar
Administrator
Główny Administrator

Liczba postów : 162
Join date : 2012-07-11

View user profile http://epic-challange.forumpolish.com

Back to top Go down

Re: Maszynownia.

Post  Doicheall on 2012-08-04, 18:29

Miło było to od niej usłyszeć. Ja sam siebie nie postrzegałem jako urodzonego z rogami, raczej coś jak... Jakby mafia była przyklejanymi rogami. A teraz został po niej ślad w postaci kleju. Z drugiej strony teraz mógłbym znaleźć lepsze zajęcie niż mordowanie ludzi za pieniądze.
Ja nadal uważam, że to nie do końca tak wygląda. Zabijają Wynaturzonych i Zwierzęcych, bo coś do nich mają, a oni mają coś do PEPLu. Nie dlatego, że "A, zabijmy ich tam sobie, co za różnica." Oni uważają to za słuszne, bo przecież oni chcą zniszczyć nas. I cóż, teoretycznie to jest słuszne, bronimy się. Każdy by się bronił. Problem leży tam, gdzie strony nie mogą po prostu przestać walczyć. Dlaczego Wynaturzeni chcą się nas pozbyć? Skoro nas nie lubią, to niech zbudują własne miasta i trzymajmy się od siebie z daleka. To naprawdę taki problem?
Nie odpowiedziałem na jej pytanie. Wydawało mi się... ona zawsze była lepszym człowiekiem ode mnie. Przecież to jej zasługa, że mamy czym walczyć, jeśli już musimy. Może nie pomaga ludziom na nie wiadomo jaką skalę, ale to robi, chociażby przez warsztat, gdzie pracuje. A ja? Ja umiem tylko zabijać i zalewać pałę. I udawać, że znam się na czymś więcej.
Przyjąłem uderzenie ze stoickim spokojem. Trochę mnie zaskoczyła, nie powiem, ale nie dałem tego po sobie poznać.
"Naprawdę? Uważasz, że pożegnanie twarzą w twarz jest ważniejsze od walki?! Nawet gdybym miał normalny napęd, gdym zginął to pewnie nie byłoby co zbierać! A dzięki energii atomowej mam większe szanse na przeżycie! No i skoro tak Ci na tym zależy, to mogłabyś w końcu raz i porządnie naprawić to je**ne radio!" -miałem ochotę wykrzyczeć jej to prosto w twarz. Iris jednak już i tak płakała, nie chciałem pogarszać sprawy. Już i tak raczej słabo się dogadujemy mimo tego, że jesteśmy razem w zespole.
Westchnąłem, gdy jej wielkie piersi znalazły się przed moją twarzą. Nie, żeby mi to jakoś naprawdę bardzo przeszkadzało, ale było to dziwne. W końcu to Iris.
-Pójdę z Tobą. Pod warunkiem, że najpierw kimniesz się ze dwie godziny, albo przynajmniej jedną. -tak tak, to sprawa nie cierpiąca zwłoki, bo inni ludzie mogą zginąć. Ale my to należy do obowiązków policji, nie naszych. Nawet nie możemy oficjalnie pomóc im w śledztwie. A nieoficjalnie grozi nam pudło. Więc dwie godziny chyba nie zrobią aż takiej różnicy, a Iris przynajmniej nie zaśnie w pół drogi.
avatar
Doicheall
Pionier

Liczba postów : 25
Join date : 2012-07-30

View user profile

Back to top Go down

Re: Maszynownia.

Post  Administrator on 2012-08-04, 18:53

Iris stała tak przez dłuższą chwilę przyglądając się mu. Dopiero zaczęło do niej docierać, że go uderzyła. A stało się tak w momencie, w którym dostrzegła na jego poliku zaróżowiony ślad po jej ręce. Było jej głupio, że dała się tak bardzo ponieść emocjom. Może i prawda było, że nie byłoby co z niego zbierać niezależnie od napędu, jednak to nie miało znaczenia. Miała ochotę mu powiedzieć po prostu, żeby przestał walczyć. Wiedziała jednak, że to nie miejsce i czas na takie rozmowy. Znała też jego odpowiedź na tego typu słowa. Za bardzo lubił walkę. Poza tym, ona sama wiedziała aż za dobrze, że był potrzebny w tym swoim mechu i nie miała sumienia go od tego odciągać. Miała tylko nadzieję, że nic mu nie będzie. I choć pożegnanie przez radio byłoby okropne, zawsze to lepsze niż nic. Tak, zdecydowanie musi odłożyć obecne sprawy i poszperać trochę w radiu. Czy coś. Spojrzała na niego smutnym wzrokiem, mimo to miała na ustach lekki uśmiech. Dotknęła dłonią jego polika, tego który dosłownie przed paroma minutami stał się ofiarą jej złości.
- Przepraszam, poniosło mnie. - Powiedziała biorąc szklankę, która była chłodna i przystawiając ją zamiast swojej dłoni.
Jego warunek szczerze mówiąc wcale jej nie zdziwił. Czasem zastanawiała się, jakim cudem oni se o siebie tak martwią, skoro jak przychodzi do rozmowy, to ciągle się kłócą. Westchnęła cicho, dalej trzymając szklankę przy jego poliku.
- Okej. Mój dom jest po drodze na komisariat, więc pójdziemy najpierw do mnie. Ja się kimnę na godzinę, a Ty w tym czasie zajmiesz się sobą Jack. Mam pełny barek, myślę, że się nie zanudzisz. - Mruknęła cicho odsuwając szklankę i spoglądając na jego polik. Był czerwony. Cóż, musiała mocno go walnąć. Aż dziwne, że nie zareagował. Ani nie nakrzyczał na nią. Miał zapewne wiele do powiedzenia wtedy. Iris uśmiechnęła się do siebie na wyobrażenie rozwścieczonego Jacka.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
[You must be registered and logged in to see this link.]||[You must be registered and logged in to see this link.]||[You must be registered and logged in to see this link.]||[You must be registered and logged in to see this link.]
avatar
Administrator
Główny Administrator

Liczba postów : 162
Join date : 2012-07-11

View user profile http://epic-challange.forumpolish.com

Back to top Go down

Re: Maszynownia.

Post  Doicheall on 2012-08-04, 19:02

-W porządku. -rzuciłem tylko. Nie pierwszy raz dostałem liścia od kobiety. I pewnie też nie ostatni. Ale jak mi się należy, to czemu mam być zły? W sumie mogę, ale tylko i wyłącznie na siebie.
-To było prywatnie, więc ominie Cię sprzątanie kibli szczoteczką do zębów czy coś takiego... -rzuciłem żartem, chociaż w oczach jak zwykle gościł chłód i taka nieobecność, a żaden mięsień twarzy odpowiedzialny za uśmiech nawet nie drgnął. Poza tym chyba nie byłbym w stanie zadać jej tak niewdzięcznej kary.
-Może być. -rzuciłem, zakręcając butelkę i wyskakując z mecha. Odstawiłem flaszkę na miejsce, to jest do szuflady biurka. Laptop też tam wylądował. Chwyciłem razem z Iris ruszyłem do wyjścia. Nawet nie pożegnałem się z Lori i Cedem. Ale oni byli zajęci swoimi sprawami.
Już chciałem wsiadać na motor, gdy zorientowałem się, że przecież piłem. Niby niewiele, ale... Wolałem nie ryzykować.
-Weźmy taksówkę. -złapałem jakąś akurat przejeżdżającą, otworzyłem drzwi Iris i wsiadłem za nią do środka. Po chwili byliśmy już w drodze do niej.

zt x2
avatar
Doicheall
Pionier

Liczba postów : 25
Join date : 2012-07-30

View user profile

Back to top Go down

Re: Maszynownia.

Post  Cedric on 2012-08-06, 15:25

- Pewnie tak - Odpowiedział z uśmiechem.
Tak na prawdę to AI nigdy go nie interesowały i nie był jakimś tam specjalistą. Znał tylko podstawy jakie musiał znać ze względu na zawód i zainteresowanie. No ale miło było dowiedzieć się paru ciekawych rzeczy z którymi nie miał styczności.
Sam zaczął się śmiać kiedy Lori zaczęła i nagle usłyszał warczenie. Kiedy ją puścił podszedł do niego i pogłaskał po głowie:
- Nie martw się stary, przecież Ci jej nie zabiorę, a na pewno nic złego nie zrobię. - Powiedział szczerząc się do psiaka.
Lubił bardzo zwierzęta, a chyba najbardziej to psy. Ktoś mu kiedyś powiedział, że jest jak pies - jak raz się do kogoś przywiąże to nie odpuści; a potem było coś o tym, że nie lubi ta osoba psów. Chyba zresztą była to Violetta, ale i tak uważał to za komplement.
Spojrzał jak dziewczyna bawi się z psem i wskoczył ponownie na platformę. Spojrzał na wynik po czym na robota, który posłusznie stał tam gdzie mu kazał. Odpiął od niego przewody i podłączył na należyte miejsca. Zostało mu tylko zmontowanie nogi do pierwotnego stanu i wszystko będzie gotowe. Zaczął bawić się w montaż, który był zdecydowanie łatwiejszy po paru chwilach mech był naprawiony. Zadowolony wskoczył do maszyny, podłączył laptopa i ucieszył się na poprawny wynik. Dla upewnienia się uruchomił go:
- Uwaga na nogę Enneara! - Krzyknął rozbawiony kiedy zaczął poruszać kończyną maszyny.
Kiedy skończył już się dosłownie bawić podszedł do drugiego mecha. No i wtedy przeszła dwójka innych członków organizacji. Niby to ich nie słuchał i zajmował się "pomaganiu" przedniej części "karoseri" mecha do odłączenia się od jego całości. Kiedy mu się to udało spojrzał na stan pod spodem i z wielką ciężką blachą przeszedł do swojego boksu by to wyrównać. Wziął młot i wtedy usłyszał o liczbie ofiar. Uderzył porządnie narzędziem w stal i chwile stał bez ruchu. było to dla niego bardzo dziwne. Zwłaszcza jak zostało powiedziane, że to robota lalki. Lalki kojarzyły mu się z siostrą, ale to były inne lalki. Postanowił się pospieszyć i zobaczyć o co chodzi. Szybkimi uderzaniami wyrównał kawał stali do pierwotnego kształtu. Jeszcze parę szpachli i już mocował ją na prawidłowe miejsce. Zeskoczył z platformy, chwycił szmatkę, w którą w pośpiechu wytarł swoją twarz:
- Powinnaś iść już do domu bo zbliża się ranek, a z tego co mi wiadomo to następny dyżur na pewno nie jest twój. - Uśmiechnął się i zdjął rękawice rzucając na biurko - Następnym razem to ja pojawię się na twojej zmianie i mam nadzieję, że przy czymś pomogę.
Kucnął przy niej i cmoknął ją w policzek na pożegnanie:
- Do zobaczenia - Krzyknął przez ramię i wybiegł.
Musiał dość zabawnie wyglądać przechodząc przez szpital cały w smarze, ale to chyba już była norma. Wybiegł na parking i wskoczył do samochodu. Przekręcił kluczyk w stacyjce i jeszcze raz wytarł twarz w coś co było w samochodzie. Spojrzał na lusterka i z piskiem opon odjechał.

z/t
avatar
Cedric
Pionier

Liczba postów : 24
Join date : 2012-07-20

View user profile

Back to top Go down

Re: Maszynownia.

Post  Laureline on 2012-08-07, 14:49

Zaśmiałam się, gdy Ced wygłupiał się w mechu. To było takie... dziecinne i banalne, ale jednak śmieszne.
Również usłyszałam konwersację dwóch chłopaków, ale nie zainteresowała mnie zbytnio. Chodzi mi o tą część z nagrodą i tak dalej. Nie, śledztwa to nie dla mnie.
Potem przez kilka minut słychać było tylko łup, łup, łup, kiedy Ced naprawiał pancerz.
-Mhm, będę się zbierać. -przyszłam tu, żeby popracować nad mechem. Zamontowałam tylko obiektywy. Się napracowałam...
-Zapraszam. -uśmiechnęłam się. Ced wyszedł, ja natomiast ruszyłam do swojego boksu. Nikogo nie było w warsztacie, więc przebrałam się za swoim mechem.
-Angus! -zawołałam swojego przyjaciela i razem z nim opuściłam siedzibę.

zt
avatar
Laureline
Pionier

Liczba postów : 21
Join date : 2012-07-28

View user profile

Back to top Go down

Re: Maszynownia.

Post  Sponsored content


Sponsored content


Back to top Go down

Page 3 of 3 Previous  1, 2, 3

View previous topic View next topic Back to top


 
Permissions in this forum:
You cannot reply to topics in this forum